Stara wiara nie rdzewieje

         Ktoś mnie tu ostatnio wyzywał od „leni…”  Och… cóż za niesprawiedliwość ! Co za pomyłka !!!

        „My, młode pokolenie urodzone i wychowane w wolnej i niepodległej Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej….”  /cyt.z jakiegoś ślubowania…chyba szkolnego? / żadnej pracy się nie bało i nie boi …

       …do roboty , do roboty !…” śpiewaliśmy ochoczo jadąc na Czyn Społeczny ! Szczególnie wiosną, przed  Świętem 1 Maja, sadzono drzewka i siano trawniki, plantowano ziemie pod zieleńce, zakopywano doły oraz różnice społeczne. Pracowali robotnicy i inteligencja.

 …”tysiące rąk, miliony rąk… a serce bije jedno…”

 Po latach, wyśmiewano się, że gospodarka PRL opierała się na „cynie… społecnym…”. A na czym miała się opierać ? Jak inaczej można było odbudować kraj po wojnie ? Najmując firmy specjalistyczne w USA ? Wykorzystując darmową  siłę robotników z zamorskich kolonii ??? Czy tworzyć obozy pracy na wzór syberyjskich łagrów ?

        Patrzę na moje osiedle. Niegdyś jeden, wielki, kwitnący ogród. Kawałki ziemi przed blokami były dywanami klombów pełnych kolorowych kwiatów. To było królestwo Pań Ogródkowych, czyli lokatorek  zajmujących mieszkania na parterze bloku. Dlaczego ? Nikt nie wie. Tak było i już.

Panie Ogródkowe prześcigały się dopieszczaniu ogródków. Tam nie było żadnej zbędnej trawki. Miasto dostarczało czasami sadzonki: krzaczki róż, cebulki tulipanów, nasiona bylin. Miasto organizowało konkursy na najładniejsze osiedle.  Kiedyś, dostarczono nam wielki transport krzewów ligustru. Mieszkańcy bloków wylegli na podwórka i „czynem społecznym” posadzili kilometry żywopłotu. My, dzieciaki, biegaliśmy wieczorami ze słoikami podlewać roślinki. Rosną te żywopłoty już ponad 40 lat…

        Teraz Wspólnota Mieszkaniowa domaga się wymiany roślin w żywopłotach… są już stare i nieładne. Nie jest to takie proste jak kiedyś. Teren osiedla został podzielony na obszary podległe różnym firmom. Inna firma odpowiada za dojście do bloku, inna za jezdnie i chodniki, a jeszcze inna za czystość i utrzymanie zieleni. Wszystkie oszczędzają i migają się od obowiązków. Koordynacja ich działań jest ponad siły Administracji. Propozycja  posadzeni czegokolwiek w trybie     ” czynu społecznego”  spotyka się z ironicznym uśmieszkiem.

        Panie Ogródkowe postarzały się znacznie lub uprawiają już „niebieskie ogrody” – pozostały na placu boju takie Dinozaury jak ja. Nadal odrabiam Czyn Społeczny każdej wiosny. Przycinam i porządkuję krzewinki na trawniku, który własnoręcznie zasiałam. Pielęgnuję kwiaty doniczkowe na klatce schodowej  – spotyka mnie za to pobłażliwy uśmiech młodszych członków wspólnoty. Tych samych, którzy beztrosko wyrzucają ze swoich balkonów pety, wprost na trawnik.

        Co się z nami stało ? Czy potrzeba wojny lub kataklizmu aby rozbudzić poczucie wspólnoty? Aby coś razem, dla wszystkich zrobić ? Bezinteresownie ? Po prostu : aby było ?

        Czyn społeczny miał wielkie znaczenie. To nie tylko konkretna praca. A bywało, że bardzo wartościowe obiekty tak powstawały. Obok mojego osiedla wybudowano  tym sposobem prawdziwy basen kąpielowy. Ogromnie cenna inwestycja w mieście. Przez wiele lat służył z powodzeniem… teraz jest zamknięty z powodu braku pieniędzy na remont i modernizację… Ponadto postawiony był  na terenie prywatnym, o zwrot którego,  starają się teraz spadkobiercy zamieszkali gdzieś… w Ameryce…

Więc zarasta krzakami.

         Czyn społeczny to także ówczesna „impreza integracyjna”. Praca kończyła się często wspólnym ogniskiem, śpiewami i tańcami. Praca łączyła ludzi, budowała wspólnoty. Dziś integracja zespołu to wydatki na hotel, catering , transport , leczenie kaców, plotki, zdrady i intrygi.  Żaden nowy basen tak nie powstał, żaden żywopłot. Tylko gabinety psychologów zdobywają popularność…

        Nie ma już akcji „wykopki”, „zalesianie” . Nie ma zabawy w „niewidzialną rękę”? Nadal jednak lubimy narzekać. To się nie zmienia.

         czyn_spoleczny

foto z net

Reklamy

70 myśli na temat “Stara wiara nie rdzewieje

  1. Witaj Bet. Gdzies tam zadałaś pytanie: Dlaczego Panie Ogródkowe mieszkały na parterze? Mi się wydaje, że to pytanie należy odwrócić: Dlaczego tylko mieszkający na parterze mieli szansę na ochronę posadzonych przez siebie roślin? Nastawienie do czynów społecznych zmieniało się, i już w epoce Gierka ludzie odreagowywali niszczeniem, rozkradaniem … Trochę też zawiniła organizacja, np. uprzątnięte liście zebrane w kupę pozostawiano, aż znowu rozrzucił je wiatr, itd. No i kwestia najważniejsza, kiedyś wszystko było nasze, wspólne, dzisiaj nieraz nawet blok z lokatorami ma swojego właściciela. Prawie niewolnictwo.

    Polubienie

  2. Klik dobry:)To prawda, że stara wiara nie rdzewieje. I u mnie na osiedlu tylko „dinozaury” z czasów peerelowskich wychodzą na podwórko z grabiami, szpadlami i miotłami. Dziadkowie potrafią nawet naprawić huśtawkę na placu zabaw. Młodych tatusiów to nie obchodzi, że się uszkodziła i może nawet zagrażać bezpieczeństwu jego dzieci. A jeśli obchodzi… to wydzwania i pisze pisma gdzie się da, żeby naprawili. Czasem się doczeka, jak już dzieci z huśtawki wyrosną.Tak niewiele potrzeba, aby świat był piękniejszy, a życie nabrało wspanialszych barw. Czasem wystarczy wetknąć w ziemię kilka cebulek tulipanów czy parę patyków żywopłotu. Tak zwyczajnie, spontanicznie, z potrzeby… Bez czekania na uchwałę Rady Miasta i pieniądze…

    Polubienie

  3. anzai, trochę źle zrozumiałeś. Panie Ogródkowe były samozwańcami, ochotniczkami. Tak się składało, że mieszkańcy parterów czuli się „w prawie” do zagospodarowania ogródków. Nie miały z tego żadnych korzyści tylko pracę i koszty bo często materiał siewny kupowały same. Pilnowały zasiewów, krzyczały na nas gdy do „ich” ogródka wpadła piłka itp…Ale efekty ich pracy były miłe dla wszystkich.

    Polubienie

  4. alEllu właśnie o to chodzi. Aby nam się ” chciało chcieć”…. a przynajmniej wspierać i nie szkodzić tym co jeszcze coś robią. A może trochę pomóc ? Nie jest miło gdy mocuje się z wycinaniem badyli a młodzieniec-sąsiad z puszką piwa i papierosem w zębach, wprawdzie mówi „dzień dobry” , ale aby zaproponował pomoc to już nie do pomyślenia.

    Polubienie

  5. Ja tak właśnie zrozumiałem, na początku czysty wolontariat. Ale teraz sobie przypominam, że jak administracja zauważyła efekty to wspomagała nasionami traw i krzaków, i nawozami. Natomiast kwiaty, a nawet warzywa to już inwestycje „ogródkowych”.

    Polubienie

  6. Wypisz, wymaluj moje byłe osiedle. Sadziliśmy drzewa, krzewy, kwiaty. Oczywiście w czynie społecznym. Rosły z naszymi pociechami, które też pomagały. Były wspólne ogniska, pieczenie ziemniaków. Minęły lata, przybywało coraz więcej starszych ludzi, młodsi się porozjeżdżali w cztery strony świata.To co zostało z zieleni po licznych pracach drogowych pielęgnują emeryci obojga płci w miarę swoich sił. Lubimy narzekać i będziemy zawsze narzekać. Taka nasza natura . Pozdrawiam serdecznie

    Polubienie

  7. Hanno, widocznie taki był wtedy styl życia skoro na wielu osiedlach tak się działo….Byłam wtedy dziewczynką, dla której zaszczytem było dopuszczenie do plewienia klombów Pani Ogródkowej… Jakże czekałam na zaproszenie do pracy ogrodniczej…Pozdrawiam Hanno !

    Polubienie

  8. Witam:))). Wypowiedziałas wszystko – co było, a teraz nie jest.Miłe wspomnienia, które powitałam usmiechem.Teraz brakuje kwiatów przed blokami / przy moim – akurat są:)))/. Trochę krzewów, drzew dobrych czasów i trawniki – objęte na własnośc przez psy.Słyszałam – że w Krakowie magnolie mają już pączki. Prawda?Serdeczności Bet***))).

    Polubienie

  9. Dusza mi łka i smutek trawi serce a wspomnienia sa tak piekne, a jacy bylismy młodzi /ja nawet miałem włosy/. Od 1971 mieszkamy z żoną /i przez ok 20 lat z własna córką/ w jednym 11-sto pietrowym bloku z wielkiej płyty. Wspomnienia jednak mamy rózne i z czasów kiedy byłem piekny i młody pamietam obskurne i wymalowane windy, śmierdzące zsypy, piaskownicę pełna psich kup i powybijane okna w piwnicach. Dozorcowanie polegało w wiekszości na chodzeniu z miotłą, która czasami sie przydawała. Dzisiejszy stan odbiega od poprzedniego ale boje sie opisywać bo jeżeli cos pochwale to może sie okazać że nie jestem dobrym Polakiem. Ryzyk – fizyk – matematyk. Dziś jest zupełnie nieźle tzn. o wiele lepiej niż kiedyś, są kwiaty i ławeczki a klatki schodowe coraz schludniejsze. Nowoczesne windy i zamontowane drzwi p-poż, na każdym pietrze skrzynki pocztowe. Zawdzięczmy to dwom Paniom Konserwatorom Powierzchni Płaskich /chyba dobrze napisałem nazwę/ które znaja wszystkich i my ich znamy, cenimy i szanujemy ich pracę, która jest tymbardziej trudna gdyz nasz blok znajduję sie najbliżej Szkoły Podstawowej i Gimnazjum. Na korytarzach sa kwiaty, najczęsciej niechciane przez lokatorów w mieszkaniach /nasz tez tam stoi i zona bda o niego/Jak więc widzisz, Droga Bet i teraz i kiedys wszystko zalezy od ludzi i ich kultury. Dalej mi smutno bo z Twojej treści wynika jak kiedys było fajnie i jacy fajni byli ludzie. W każdej sytuacji byli ludzie, których wspólne trudności przyciągały ale byli tez cwaniacy którzy te trudności wykorzystywali /i niektórym to zostało do dzis/.Pozdrawiam serdecznie

    Polubienie

  10. Piotrze, masz rację, zawsze i wszędzie najwięcej zależy od ludzi. Różne mamy wspomnienia bo różni ludzie nas otaczają. Obecny stan irytuje tym bardziej, że większe możliwości techniczne są teraz i czasem wystarczy zwykła operatywność i troska o wspólne dobro aby było przyjemniej.Pozdrawiam z bloku dwupietrowego….i oczekuję kolejnych inspiracji , hi,hi…

    Polubienie

  11. Uczestniczyłem w wielu bzdurnych czynach, gdzie dosłownie na moich oczach niszczono wyniki naszej pracy.Ale nad brakiem poczucia wspólnoty boleję. Pozdrawiam

    Polubienie

  12. W zasadzie wszyscy „Ogródkowcy” gdzieś tam sobie wygospodarowali swoje ogródki, jak nie pod blokiem, to na działkach. Ja pomidory hodowałem na balkonie. Kiedyś, gdy nadeszły chłody wstawiłem skrzynki do mieszkania, i to była największa sensacja wigilijna.

    Polubienie

  13. Antoni, łączę się we współczuciu….Ja nie mam złych doświadczeń z czynów społecznych. Widać miałam więcej szczęścia.

    Polubienie

  14. No pewnie. Kawę mieliśmy, tylko ojciec coś tam swoim pędzelkiem (he, he) majstrował przy kwiatkach. Kawa była bardzo smaczna. Mieliśmy też pomarańcze, ale te były strasznie kwaśne.

    Polubienie

  15. Witaj Bet. Dziś ci młodsi mieszkańcy, którzy patrzą na Ciebie z pobłażliwym uśmieszkiem pewnie zamiast trawników woleliby nowe miejsca parkingowe. Albo stawiają na tych trawnikach samochody – tak jest na moim osiedlu. Mieszkam tu 19 lat, trawy ubyło, miejsc dla aut przybyło. Czasem wracam do jednego z odcinków serialu „Droga” gdzie w 1970 mój blok, podwórko i mały parking były plenerem dla tego serialu. I myślę sobie: „Jak tu się zmieniło?” Pozdrawiam

    Polubienie

  16. Kolekcjonerze, poruszyłeś ważny problem. Faktycznie, miejsc parkingowych na moim osiedlu nie ma prawie wcale.Na szczęście nikt nie próbuje zamieniać trawników na parkingi. Większość lokatorów zmotoryzowanych ma garaże na obrzeżach osiedla a inni parkują na sąsiednich ulicach. Trudno – osiedle budowano w latach 50 a wtedy nikt nie przewidział motoryzacji.

    Polubienie

  17. Ale mnie wciągnęłaś we wspomnienia! Bet, to dzieje się nadal tu gdzie mieszkam i: kopię, przycinam, sieję i podlewam (z mojego własnego licznika, gdyż z ogólnego było oprotestowane) wspólny kawałek trawnika. Ale nie dam się i niech mi kwitnie piękniej niż zazdrośnikom.Pozdrawiam!

    Polubienie

  18. jer7kow ! Popieram ! Popieram! Siej, przycinaj i niech kwitnie ! Ku chwale ! Aaaaa co ! Niech się młodzież podśmiewa, niech sąsiedzi lekceważą, nic to. Róbmy swoje ! Róbmy swoje!Zakwitają mi forsycje…..przebiśniegi już zdechły dawno, wychodzą tulipany…..cudo !

    Polubienie

  19. Witaj Bet, choć właściwie powinnam napisać „kocham Panią Pani Bet” za tak piękny post przypominający o prawdziwej wspólnocie.Wtedy nie tylko zieleni to dotyczyło. Także odśnieżanie osiedlowych uliczek jednoczyło samochodowców. Sama uczestniczyłam. Teraz placisz-masz, nie to nie.Nigdy już tak nie będzie. Zaczynamy obojętnieć.Serducho ślę Bet *:)

    Polubienie

  20. Witaj miła Bet!,cudnie,że wspominacz czyny społeczne, w których i ja brałam udział.Do dzisiaj spacaruję z moją połówka po parku ,podziwiając kwitnące żółte krzewy forsycji i budzące sie do życia pąki drzew,słuchamy zalotnej mowy ptaków,szkoda,że tylko w dzien,bo wieczór park oblęzony jest przez”wandali” i mozna dostac czymś w głowe,lub być wyzwany niewybrednymi epitetami.Gwiazdy wieczorem wolimy podziwiać z balkonu…..Życzymy Tobie samych pogodnych dni i gwieżdzistego nieba…)))

    Polubienie

  21. Anafigo, bardzo dziękuję za to wyznanie… cóż, inne czasy powodowały inne zachowania. Nic na to nie poradzimy. Co było nie wróci, nie łudźmy się, że młode pokolenie będzie powtarzać nasze wzorce. To kolejny problem – młodzież co raz mniej wzoruje się na Rodzicach a coraz więcej na serialach….Pozdrawiam wiosennie

    Polubienie

  22. Alicjo, dziękuję!. Podziwiam z balkonu gąszcz krzewów bzu – wynik pracy sąsiadów. Gdy kwitnie bez mam całe mieszkanie pełne tego zapachu…. cały rok czekam na ten okres kwitnienia. Młodzież w parku zachowuje się często skandalicznie – mnie oburza moda na siedzenie na oparciach i tym samym brudzenie butami właściwego siedziska ławek. Pozdrawiam słonecznie i….oby bzy już zakwitły !

    Polubienie

  23. Bet,zapomniałam o bzach,moja Mama ma na działce parę krzaków pachących bzów.My zawsze w Maju chodzimy na spacerki do lasu,gdzie po dzikich polanach buszuje mój mąż i zawsze otrzymuje przepiekny bukiet dzikichch pachnących konwalii,ten zapach jest niesamowity….Maj to dla nas to najpiękniejszy miesiąc w roku…. i nie tylko,moja babcia zawsze mówiła( a miałam wtedy tylko 5 lat,)ale pamietam doskonale jej słowa,”tak bardzo chciała bym umrzeć w zapachy wiosennego kwiecia”…jej pragnienie sie spełniło, zmarła w Maju,gdy wszystkie owocowe drzewa obfitowały w najpiękniejsze białe kwiecie…..Kończę,bo łezki napływaja a,wspomnienia wracaja …)))

    Polubienie

  24. Och…. Alicjo, nie płacz bo piękne masz wspomnienia.Bzy już niedługo zakwitną, najczęściej na Stanisława już są…

    Polubienie

  25. Witaj Bet:))))))))). Dziś chcę złozyć podrowionka i nacieszyc się tamtymi hasłami. Czy to naprawdę nie było piękne i budujące? Czy tysiące rąk, miliony …, a serce bije jedno, czy tez budujemy nowy dom…- szklany dom…. Aż serce rosło. I te czyny społeczne – przed pierwszomajowe – aż miasto w oczach piękniało. Nie lubiłam jednak – chodzić w pochodach, szczególnie już w liceum i w życiu dorosłym. Czyżby to wew.sprzeciw nakazom?Miłego dnia.***)))

    Polubienie

  26. Witaj Bet.Nich mówią co chcą, a ja z łezką w oku wspominam te wykopki, zalesianie i inne prace w ramach czynów. Mieliśmy wtedy jeden wspólny cel, to nas łączyło, a teraz każdy myśli tylko o sobie. Stara wiara nie rdzewieje, bo jeszcze się rusza i oby tak było dalej, czego życzę wszystkim dawniejszym.Pozdrawiam

    Polubienie

  27. Zolu, ładne były te pieśni i takie zagrzewające do czynu. dziś wiem, że to socjotechnika ale wspominam miło. Pochody pierwszomajowe uwielbiałam.Jaka to była świetna zabawa i okazja do spotkania przyjaciół…. Wzajemnie, miłego dnia wiosennego !

    Polubienie

  28. Azalio, okazuje się, że jest nas więcej, tak miło wspominających czyny społeczne. Okazuje się, że był to udany zabieg socjotechniczny i jaki pożyteczny ! Nie zdarzyło mi się brać udziału w bezsensownych czynach społecznych. Takich było znacznie mniej niż tych prawdziwie pożytecznych i budujących poczucie wspólnoty.Pozdrowienia !

    Polubienie

  29. Droga Bet!,wczoraj pisałam do Ciebie o kwitnących krzewach,drzewch ,ptaszkach, kochanej babci … a dzisjaj moja NAJUKOCHANSZA NA SWIECIE MAMUSIA trafiła z podejrzeniem udaru do szpitala,jestem „rozdygorana” ,płacząca….,przepraszam,że jakis czas nie napisze do Ciebie,dam znac,jak będe wiedziała więcej…)))Życze Ci Bet wszystkiego co najlepsze…..

    Polubienie

  30. Droga Alicjo, bardzo mi przykro… bądź jednak dobrej myśli. Jeszcze wszystko może być dobrze. Życzę Wam powrotu do normalności. Wiosną dzieją się dobre rzeczy, taka jest nadzieja.Trzymajcie się !

    Polubienie

  31. Bet,bardzo,bardzo dziekuje za miłe słowa otuchy,wiedziałam,że moge na Was liczyć….,chyba siegne do barku,aby odreagować dzisiejszy dzień….spokojnej nocki życze.

    Polubienie

  32. Alicjo, alkohol czasem nie pozwala zasnąć, więc się zastanów czy to dobry pomysł o tej porze ? Moja rada to gorąca czekolada , która pomaga zasnąć. Wyspany człowiek wszystko widzi inaczej. Spokojnej nocy !

    Polubienie

  33. Nie,nie siegnęłam do mojego barku,uspokoiła mnie zielona herbatka,zaraz będzie następna ,czerwona…,ale kiedys odreaguję…,gdy będziemy broniły np kominka alElli…O key ?.

    Polubienie

  34. Alicjo, Bet daje dobre rady. Ilekroć Jej posłucham, zawsze dobrze na tym wychodzę. Bądźcie z Mamą dobrej nadziei. Nastawienie psychiczne ma ogromny wpływ na przebieg leczenia.Wszyscy trzymamy kciuki.

    Polubienie

  35. Klik dobry:)Onet poleca „Czyny społeczne”. I bardzo dobrze, niech jak najwięcej osób się dowie, że stara wiara nie rdzewieje i także dzisiaj chętnie – spontanicznie i dobrowolnie dba o własne otoczenie. By piękniej i przyjemniej nam się żyło, o!

    Polubienie

  36. No wlaśnie. Ja też w czynie społecznym zaprosiłem na skromne „bunga, bunga”, i co? Zrobił się wielki bal „na sto fajerek”, z udziałem Premiera.

    Polubienie

  37. Tak,tak,tak! Wyszło mi trzy razy „tak”…..hi,hi, nie sposób uwolnić się od skojarzeń historycznych. Czy wszyscy tak maja ?Dziękuję alEllo za pozytywną ocenę moich „dobrych rad” – mogę być blogową „Ciocią Dobra Rada”.

    Polubienie

  38. Szanowni Rozmówcy Wiatrowi, a co Wy tu w „moim drzewku” jakieś ponuractwo wietrzne (dobrze, że nie wieczne) siejecie, ha? Na wiatr trzeba zastosować wiatrołap i po problemie :)))

    Polubienie

  39. Nie wiedziałam, że masz tu jakieś drzewko….? Wieje, wieje, nawet nasze bociany się trzepią i pióra im zawiewa. Dzień depresyjny jest.

    Polubienie

  40. W dni depresyjne najlepsza jest praca fizyczna. Ja z tej „depresji” zapakowałam kominek i meble w folię remontową.

    Polubienie

  41. Noooo… kochana, pewien artysta zapakował w folie cały budynek chyba Reichstag w Berlinie…To było dzieło sztuki. Jesteś więc na dobrej drodze do kariery artystycznej ….ćwicz, ćwicz na kominkach…

    Polubienie

  42. Droga Bet,dzisiaj fakrycznie czuję się lepiej po konsultacji z P. ordynator,że moja Mama powinna z tego ugaru wyjśc dobrze…))),pomimo 85-letniego sprawnego umysłu ,czuje sie jak „nastolatka”,działka,kwiaty to całe zycie moja Mamuś i nic i nikt,nie zna sie na „grzebaniu” w ziemi tak jak ona i co!!!,powiedziałam dzisiaj,że zmienię kłódke,kluczyk wyrzuce i będzie święty spokókj z ta działkę.Szkoda,że nie widziałas wzroku mojej chorej Mamy…, znowu płaczę,bo co ja mogę na dwa domy…,kocham Mame,kocham meża..ten ból rozdziera mi serce,jestem między młotem a kowadłem…))Bet przepraszam,że zawracam Ci głowe ,bardzo przepraszam,ale Wy jesteście mi jakos tak bliskie sercu, kiedy mąz juz śpi a ja mam taką potrzebe podzielenia się z Wami mim bólem.Sorki…

    Polubienie

  43. Droga Alicjo, przecież masz dobre wiadomości ! Nie smuć się – będzie dobrze ! Myślę jednak, że nie trzeba Mamie zabraniać prac ogrodniczych. Ludzie w tym wieku powinni robić to na co mają ochotę.Niech sobie grzebie byle pomalutku i bez zmęczenia. Trzeba pomyśleć jak ograniczyć te prace tylko do podlewania przycinania. Może inne roślinki ? A może wystarczy samo obcowanie z roślinami ? W żadnym wypadku nie zabraniaj wchodzenia do ogródka. Będzie nieszczęśliwa.Ciocia Dobra Rada..

    Polubienie

  44. „Czyn społeczny”, „zalesianie” i temu podobne nazewnictwo w jeden socjalistyczny wór zostało wrzucone, w najgorszym tego słowa znaczeniu. Daleka jestem od politykierstwa i porównań, kiedy było lepiej. Nic nie zmieni konsekwencji galopady czasu i zmian z tym związanych. Zachłysnęliśmy się „wybuchem demokracji”, ale brak rozumu i wyobraźni, co z tym zrobić, doprowadził m.in. do tego, że masz potrzebę pisania o tym. Bardzo mnie wzruszyłaś zamykając w temacie przyblokowych ogródków (to takie ogromne uproszczenie, przepraszam) zmian, które naszemu pokoleniu nie smakują tak, jak oczekują rajcy naszej rzeczywistości. „Wspólnota” mieszkaniowa – cóż to jest? Zbiór paragrafów, ogrodzone osiedle, zarządzenia odgórne … itd. A wspólnota? Tego nie ma już od dawna. Nie czujemy się przynależni, nie obchodzi nas wiele … a pedagogika społeczna mówi m.in. o tym, że z każdej grupy społecznej można odejść poza … lokalną! Szkoda, że nie wiemy lub nie chcemy o tym pamiętać i nie dbamy o nią. Nie dbamy o własne miejsce, mamy gdzieś kwiatki i rabatki, które pozostają przenośnią – kolorową i sympatyczną na to, co odeszło. A żal. Nie chciałabym znów jeździć na obowiązkowe „wykopki”, pracować społecznie w kolejnej przetwórni owocowo-warzywnej (brrr-dżemów nie jadłam ponad 20 lat! :)). Burzyliśmy się, nie zgadzali, śmiali z wymysłów „pedagogicznych” tzw. „góry”, ale … no właśnie – tworzyliśmy wspólnoty – będące w opozycji lub wręcz przeciwnie. Jesteśmy roszczeniowi przede wszystkim i konsumpcyjni. Na pewno jest „złoty środek”, ale kto go odnajdzie w „morzu dobrobytu”? Pozdrawiam Cię serdecznie:)

    Polubienie

  45. Matyldo! Witam Cię serdecznie i dziękuję za mądry i wyczerpujący komentarz. Całkowicie zgadzam się z tym co napisałaś. Zapraszam częściej do „peerelu” – miło bedzie wymieniać uwagi i razem powspominać.Pozdrowienia serdeczne !

    Polubienie

  46. Nie jestem zwolennikiem czynów społecznych. Wolałbym aby ludzie do pracy chodzili z ochotą, a nie pod przymusem. Wolałbym aby konkretną pracą zajmowali się zawodowcy, a nie amatorzy. Ale również zadaję sobie pytanie Co się z nami stało? Dlaczego, coraz częściej słowo Polak, źle mi się kojarzy?ajar

    Polubienie

  47. ajar, nadal są Polacy dobrzy, wspaniali i tacy trochę mniej mili…. Z czynami społecznymi różnie bywało. Ja miałam do czynienia raczej z takimi pozytywnymi, bez jakiegoś terrorystycznego przymusu. Nawet z chęcią szliśmy bo to było wesołe, zabawne spotkanie z kolegami. Przy okazji coś pożytecznego powstawało… Wiem jednak, że bywały prace bezsensowne, obliczone tylko na wymiar propagandowy.Pozdrawiam i życzę wiary w Polaków !

    Polubienie

  48. JUż wiem że nie jesteś……..tym ………..wiesz. Na pewno jestes w końcowym stadium realizacji nastepnego, sympatycznego tematu. :-)Pozdrawiam

    Polubienie

  49. Piotrze….litości …..! Mam tyle bocianów do obserwacji ! Hi,hi….nic nie obiecuję ale…kto wie !Dzięki za nakręcanie i pozdrawiam !

    Polubienie

  50. …………bociany, bocianki, jaki fajny temat. Jedna z blogowiczek napisała, że organ nieuzywany zanika. Melduje że znów wierzę w bociany…. taki fajny temat oczekuję pieknego posta. Prowincja pozdrawia Centrum

    Polubienie

  51. Piotrze, o bocianach jest link w nagłówku…. Jakie tam Centrum ????? Toż to kresy, kresy południowe ! Gdzie mi do Centrum….nie śmiem pomyśleć nawet ….hi,hi…

    Polubienie

  52. Sentymentalne wspomnienia z dzieciństwa nie przykryją tego co w kwestii czynów społecznych było powiem elegancko do kitu, otóż prze 5 lat nauki w Lublinie co roku pracowaliśmy w niedzielę czynu społecznego na tej samej ulicy, za każdym razem porządkujac ją na tym samym odcinku, gdyż coś tam rozgrzebano, nie wykonujac całosci prac w jednym roku, niestety obecnie wcale nie jest lepiej.Pozdrawiam serdecznie.

    Polubienie

  53. No tak, bywało czasem niezbyt racjonalnie. Ale bywało też, że powstawały bardzo pożyteczne obiekty. Dla mnie ważne było zaangażowanie we wspólną pracę zwłaszcza gdy inicjatywa była spontaniczna, bez nakazu czy wręcz musu.
    Dziękuję za uwagi i zapraszam nieustannie.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s