Ogrodniczka parapetowa

A może parapetówka ogrodowa? Hi, hi, hi…

Cóż mi począć skoro w czas majowej, botanicznej eksplozji odczuwam atawistyczny głód ziemi? Swędzą dłonie, zmysły szaleją od widoku kwiatowych dywanów na pobliskim bazarze. Sadzonki, rozsady, kwitnące i w pączkach, kolorowe, błyszczące i wszystkie kokietujące swą urodą. Któż mnie powstrzyma, no kto? Już od wczesnej wiosny gromadzę zgrabne woreczki ziemi ogrodniczej uniwersalnej i anektuję pobliskie balkony oraz parapety. To cóż, że nie wszystkie moje? Klatka schodowa z oknem i balkonem też nadają się pod uprawę doniczkową. Jak na razie nikt nie walczy o tę przestrzeń więc zazieleniam każdy skrawek. Zapobiegliwie wyhodowana rozsada z ubiegłorocznych pelargonii już znalazła miejsce na korytarzowym balkonie. Rośnie równo w towarzystwie złocistych bratków pozostałych z wielkanocnej dekoracji. Jak takie śliczności wyrzucić gdy w pełnym rozkwicie upojnie pachną?

100_8061

        Całoroczne starania o wilgotność i czystość wiecznie zielonych roślin na korytarzowym parapecie daje efekt. Zakwitła hoja /woskownica/ i nieznana bliżej, podrzucona przez sąsiadkę roślina, która chyba okaże się gerberą. A może tylko gerbero podobną?

 

100_8043100_8052100_8062      Majowa roślinność szaleje i ja też! Prywatne parapety i balkon ukwiecone na bogato. Jeszcze tylko pelargonie zbierają swe siły do kwitnienia i już robią niespodzianki. Miały być różowe, a niektóre z zielonych pączków ukazują nieśmiało płateczki w czerwieni. To psotniki!

100_8035100_8036100_8040100_8065

Wciąż czuję niedosyt. Żądam więcej parapetów!

Podlewając te doniczkowe uprawy myślę sobie, że oto uczestniczę w „nowej świeckiej tradycji”, do której zaliczam ukwiecanie okien oraz precyzyjne pielęgnowanie terenu wokół posesji. Tam gdzie dawniej wystarczały krochmalone firanki i doniczka z mirtem wewnątrz – dziś hodujemy zewnętrzne kaskady surfinii i wieszamy kipiące kwiatem donice.  Tam gdzie dawniej luźno rosła trawa oraz mlecz i inne chwasty – dziś pyszni się równo strzyżony żywopłot i trawnik gładki niczym stół.

Wspominam, że dawniej na moim osiedlu pielęgnowano /w czynie społecznym, rzecz jasna/ ogródki przed blokami, ale parapety mieszkań stały puste, a klatki schodowe straszyły buro malowaną lamperią i zakurzonym oknem, na szczęście bez śladów dewastacji.

W sierpniu 2011 pisałam w notce pt „Kwiaty polskie, ludowe” o działalności osiedlowych Pań Ogródkowych:

Aby przed domem było ładnie – musiał być klomb, rabata. Klomb w kształcie koła, rombu lub prostokąta. Najczęściej kombinacja tych figur oddzielonych wąziutkimi, pracowicie wydeptanymi ścieżkami.

Na klombie rosły kwiaty i rośliny ozdobne. Ziemia wzruszana pazurkami, plewiona / to słowo to już archaizm?/ i podlewana konewką.

Wieczorami, Panie Ogródkowe, pilnie śledziły klombową sytuację. Niech no tylko jakieś źdźbło perzu przebiło się przez obowiązkowo czarną ziemię, natychmiast: Cap! Do kompostownika precz! Siłą i zręcznością dłoni. Bez chemicznych „dopalaczy”. Ekolożki??? Hi, hi…

Reasumując majowe porównania:

– Jest dobra zmiana!

– Teraz ja jestem Panią Doniczkową. W czynie społecznym, rzecz jasna. Ku chwale!

Logo blogspotowetekst jest też tu

Zatwierdzam.gif

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s